INSPIRACJE

Daj drugie życie ubraniom

Czas czytania: 5 minut

Z drugiej ręki – to hasło, do którego mamy bardzo niejednoznaczne podejście. Wiele osób nie lubi używanych ubrań, brzydzi się ich lub wstydzi się nosić. Często nawet osoby bardzo źle sytuowane wolą kupować nowe ubranie na bazarze czy w taniej sieciówce, niż w sklepie z używaną odzieżą. Dla innych to oczywista sprawa i element stylu życia, zgodny z trendem zero waste – kupujemy mniej nowych rzeczy, natomiast dajemy nowe życie starym.. My z całego serca skłaniamy się ku tej drugiej postawie…

Wiele osób, których młodość przypadła na czas przed 1989 rokiem, pamięta noszenie ubrań po rodzeństwie, a następnie przekazywanie ich dalej. Nowe rzeczy dostawało się z rzadka, nawet praktyczne, podstawowe części odzieży traktowano jako prezent, jako że były drogie i trudno dostępne. Gdy już pojawił się „wolny rynek” zachłysnęliśmy się dostępnością markowych ubrań w pięknych sklepach, które zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Dla osób mniej zamożnych pozostawały targowiska, na których również można było niedrogo zaopatrzyć się w nowiutkie, modne ubranie (choć czasem z podrobionym logo) – niskiej jakości, ale tanie, więc bez żalu wyrzucane, gdy się zniszczyło.

Jednocześnie pojawiło się wiele sklepów z używaną zachodnią odzieżą. W tak zwanych „szmateksach” lub „lumpeksach” ubierali się jednak nie tylko najbiedniejsi. Sklepy szybko zostały odkryte przez młodych ludzi, którzy szukali czegoś ciekawego, oryginalnego, innego niż noszą wszyscy, a także przez „łowców okazji” – trafiały się bowiem tam istne perełki, często doskonałych marek. W pewnym momencie była wręcz moda na „polowania” w sklepach second hand. Dopiero jednak od niedawna zaczęliśmy zwracać uwagę na inny, ważny aspekt zakupów rzeczy używanych, czyli dobro naszej planety – a zatem nas wszystkich…

Planeta w kłopocie

Niestety, produkcja nowych ubrań bardzo obciąża środowisko naturalne. Największym problemem jest ogromne zużycie wody (zarówno w trakcie produkcji, jak i podczas uprawy np. bawełny), energii elektrycznej, paliw kopalnych, zwiększona emisja gazów cieplarnianych oraz odpadów i ścieków. Wyprodukowanie jednej bawełnianej koszulki, popularnego t-shirta, kosztuje środowisko ponad 2 tys. litrów wody, zaś w przypadku (jednej) pary dżinsów zużywa się jej od 3 do nawet 8 tys. litrów. A to tylko ubrania z materiałów bądź co bądź naturalnych… „Naturalne” tkaniny mają jednak swoje mankamenty. Najpopularniejsza, noszona chyba przez nas wszystkich, jest bawełna. Rośliny potrzebują mnóstwa wody, ponadto, aby przygotować tereny pod uprawy, wycina się coraz więcej lasów. Uprawa bawełny to też bardzo duże zużycie pestycydów. Kolorowa bawełniana odzież, choć z tkaniny czy dzianiny „naturalnej” jest też chemicznie wybielana, farbowana, drukowana…

W przypadku odzieży z materiałów syntentycznych produkcja, oprócz zużycia wody i innych zasobów intensywnie zanieczyszcza środowisko (substancje chemiczne, farby, a także drobinki mikroplastiku, przenikające do wody i ziemi). W dodatku ubranie z tworzyw sztucznych, gdy już przestaje cieszyć, staje się… kłopotliwym, trudnym do utylizacji odpadem, trafiającym najczęściej na wysypiska lub do spalarni.

Co roku mnóstwo całkiem jeszcze dobrej odzieży i obuwia ląduje na śmietnikach, gdy miłośnicy mody „odświeżają szafę”. Stosunkowo rzadko trafiają one do kontenerów czy do punktów zbierających dary dla najbiedniejszych. Tymczasem wiele z nich mogłoby mieć nowe życie, przydać się potrzebującym… Wyrzucone, nie mają takiej szansy. Lepiej je zatem przekazać np. fundacjom czy stowarzyszeniom wspierającym osoby niezamożne, wykluczone, bezdomne. Można też zamieścić ofertę w Internecie (na facebooku jest wiele grup, gdzie można sobie przekazywać nieodpłatnie różne rzeczy – potencjalny chętny na ogół sam się po nie zgłasza). Nawet te zniszczone mogą się przydać – np. schroniskom dla zwierząt. Chętnie przyjmują one wszystko, co z polaru i wełny, a także stare koce, kołdry i śpiwory.

Świadomie i odpowiedzialnie

Jak zatem należy postępować? Nikomu nie uśmiecha się niemożność sprawienia sobie czegoś nowego i konieczność noszenia starych ubrań latami, aż z nas spadną (choć przyznam, że osobiście wręcz płaczę, gdy w bluzce, którą mam „tylko” od 20 lat, pojawiają się maleńkie dziurki, trudne do zaszycia, sygnalizujące już po prostu osłabienie i zużycie materiału).

Rozwiązaniem jest kupowanie świadome i odpowiedzialne, a także dawanie naszym ubraniom, tym które przestaliśmy lubić, a nadal są dobre, szansy na drugie życie. Przede wszystkim, jeśli nie jest to dla nas akurat naprawdę rzecz pierwszej potrzeby, nie kupujmy rzeczy, co do których nie jesteśmy w pełni przekonani. Unikajmy w szczególności „okazji” i „przecen”, jeśli oferowane na nich rzeczy nie są niezbędne i nawet nie bardzo nam się podobają (ale są tanie/ może kiedyś użyjemy/ w najgorszym razie przerobimy). Wybierajmy rzeczy dobrej jakości, porządnie uszyte i takie, które mogą posłużyć przez lata – niekoniecznie wyłącznie nam.

Jeśli coś nam się znudzi, możemy oddać znajomym, oczywiście pod warunkiem, że naprawdę będą chcieli daną rzecz i spodoba im się ona. Nie naciskajmy – osobiście już kilka razy dostawałam torby z ubraniami od koleżanki, choć podkreślałam, że nie, dziękuję, nie trzeba. „Ależ to są dobre rzeczy/ zmieścisz się na pewno/ zobaczysz, że ci się spodobają”. Torba, w której m.in znajdowały się nie noszone przeze mnie w żadnych okolicznościach koszulowe bluzki, leżała w pracy kilka miesięcy. „No czemu jej nie zabierasz?”. Zabrałam. Po drodze był kontener PCK. Nie zmarnowały się, tyle że dlaczego musiały tam trafić z mojej ręki? Dlatego zawsze pytajmy, nie uszczęśliwiajmy na siłę. Możemy natomiast ogłaszać się w specjalnych grupach na portalach społecznościowych. Rzeczy mniej atrakcyjne, ale nadal w dobrym stanie, chętnie z kolei przyjmą wspomniane już organizacje pomagające najbiedniejszym.

A co z ubraniami używanymi? Spróbujmy się przekonać do kupowania „z drugiej ręki”, choć i tu kierujmy się potrzebą, nie impulsem. Jeśli nie odpowiadają nam „zwykłe” second handy, to są jeszcze sklepy charytatywne – tam dostaniemy rzeczy naprawdę doskonałej jakości, choć nie takie tanie, a dodatkowo dochód z ich sprzedaży idzie na dobry cel.

Pełne emocji

Jest też inne oblicze używanych ubrań – często jest w nich pewien ładunek emocjonalny. Inaczej się oddaje rzecz niechcianą, inaczej np. ulubioną, która jednak przestała nam z jakiegoś powodu pasować (i inaczej się je przyjmuje, jeśli obdarowany wie, co dostaje). Ja np. nie mam awersji do ubrań po zmarłych osobach, nawet jeśli sama słabo je znałam. Wystarczy, że wiem, kto je kochał. Przyjmuję z szacunkiem, jeśli mi się podobają, dziękuję i noszę. Po bardzo bliskiej mi osobie, która zmarła w wieku lat 16 (byłam wtedy studentką) dostałam wiele pięknych ubrań, które nosiłam latami – nie wyobrażałam sobie, żeby je wyrzucić. Po latach z nogawek ulubionych aksamitnych spodni uszyłam pokrowce na poduszki, które mam w domu do dziś. Innym przykładem jest bluzka, na której naszyty jest haft autorstwa prababci. Z pierwszej bluzki został tylko sam haft, rozpadła się w rękach… został więc wycięty i doszyty do nowej bluzki. Pamiętajmy, że im dłuższe życie mają ubrania, tym więcej widziały ludzkich emocji, szczęścia czy smutków – dlatego nie wyrzucajmy ich tak łatwo.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Może Cię zainteresować:

Ostatnio komentowane

Recent Comments

Popularne wpisy

Newsletter





Menu