LIFESTYLE

Pomaganie jest zdrowe

Czas czytania: 6 minut

Osoby potrzebujące, ubogie, w kryzysie – zawsze były mniej lub bardziej widoczne. Pomagaliśmy im tak jak mogliśmy, umieliśmy i na tyle, na ile czuliśmy taką potrzebę – jedni mniej i symbolicznie, inni więcej, w miarę sił, środków, dostrzeganych potrzeb. Od paru miesięcy jednak przez nasz kraj przepływa ogromna fala ludzi, którzy w wyniku wojny potracili domy, pracę i cały dobytek. W dodatku to nasi najbliżsi sąsiedzi. Rzuciliśmy się do pomocy, spontanicznie – a skala tego zjawiska zaskoczyła chyba i nas samych…

Nie ma chyba osoby, która przynajmniej raz od wybuchu wojny nie przekazała pieniędzy czy choćby odrobiny żywności na rzecz ukraińskich uchodźców lub tych, którzy pozostawszy tam, na miejscu, walczą, doznają ran, głodują, potrzebują leków. Kto mógł, organizował transporty, przewoził uchodźców z granicy, kto mógł, oferował mieszkania, noclegi, posiłki – i to dzieje się nadal. Kto nie miał takich fizycznych czy finansowych możliwości, przekazywał datek organizacjom pomocowym lub choćby kupował butelkę wody i kanapkę przerażonym, wyczerpanym ludziom gromadzącym się na dworcach. Oczywiście, ukraińscy uchodźcy mogą liczyć też na pomoc instytucjonalną, jednak na samym początku najwięcej dawali z siebie zwykli ludzie – i większość robi to dalej…

Dla innych i dla siebie

O tym, że warto pomagać, pisaliśmy wielokrotnie. Na tym polega istota człowieczeństwa, że udzielamy sobie wzajemnej pomocy, wspieramy słabszych, dzielimy się z tymi, którzy mają mniej od nas. Jest wiele akcji i inicjatyw, które pokazują, że potrafimy i chcemy pomagać innym. Oczywiście nie tylko teraz – wcześniej też dostrzegaliśmy np. osoby w kryzysie bezdomności czy dzieci wymagające leczenia, wielu z nas niepokoiło się również sytuacją innych uchodźców – tych na granicy z Białorusią, choć pomaganie im było i jest zdecydowanie trudniejsze.

Ci, którzy mają pomaganie we krwi, nadal nie ustają w swoich wysiłkach. Wiele innych osób, które do tej pory chciały zrobić coś dobrego dla innych, tylko nie wiedziały, jak się za to zabrać, obecnie nie ma już wątpliwości. Oczywiście pojawiają się także głosy krytyczne czy wyrażające obawy, ale one zawsze były i będą, a w zestawieniu z tym ogromem spontanicznego dobra, które wyszło z nas jako społeczeństwa, na szczęście okazują się nieliczne. Większość z nas chce pomagać nadal, w miarę swoich sił i możliwości. Po paru miesiącach najczęściej wiemy też, jak to robić, jaka jest największa skala potrzeb – i na co sami możemy sobie pozwolić.

Pomagając, myślimy o innych, nie o sobie. Nie robimy tego dla poklasku ani dla pochwalenia się, choć  oczywiście często zauważamy, że gdy zrobiliśmy coś dla innych, czujemy się lepiej, jesteśmy bardziej zadowoleni z siebie, spokojniejsi wewnętrznie. Może to być zasługą endorfin, które uwalniają się w momencie, gdy robimy coś pozytywnego, gdy sami czujemy, że postępujemy słusznie i dobrze. Endorfiny niwelują stres i zmęczenie (które mogą wystąpić u osób bardzo aktywnie angażujących się w pomocowe działania), wywołują pozytywne emocje i poczucie satysfakcji. Regularnie uwalniane w ten sposób, zdecydowanie poprawiają kondycję psychiczną, zapewniają poczucie sensu, a nawet jakiś rodzaj spełnienia, jednym słowem – sprawiają, że czujemy się potrzebni i mamy chęć do dalszych działań. Wzrasta też poczucie własnej wartości i samoocena, jest to widoczne szczególnie u bardzo młodych osób, np. nastolatków – takie badania przeprowadzili chińscy badacze. Dzieci, które od najmłodszych lat uczone są dzielenia się z innymi, są bardziej otwarte, empatyczne, mniej podatne na stres, odporniejsze psychicznie, rzadziej wykazują też w wieku dorastania skłonność do zachowań ryzykownych, np. sięgania po używki.

To przedłuża życie

Psychika to jednak nie wszystko. Jak się okazuje (przeprowadzono na ten temat wiele badań) regularne angażowanie się w działania pomocowe wpływa także korzystnie na nasze zdrowie fizyczne, a nawet może przedłużyć życie! Przykładowo, w latach 50. ubiegłego wieku zrobiono takie badanie wśród kobiet – zamężnych i niepracujących matek. Okazało się, że te z nich, które oprócz domu i wychowywania dzieci angażowały się również w dobroczynność, były odporniejsze, rzadziej zapadały na choroby, deklarowały też wyższy poziom zadowolenia i poczucia spełnienia w życiu. Z innych badań wynikało, że osoby angażujące się w wolontariat są mniej narażone na ryzyko ataku serca lub wylewu, żyją zdecydowanie dłużej i zdrowiej. Mogą być za to odpowiedzialne przeciwciała zwalczające choroby, które organizm produkuje wraz z wyrzutem endorfin.

Podobne wnioski wysnuli naukowcy z Uniwersytetu w Michigan, którzy badali śmiertelność wśród seniorów. Okazywało się, że zdecydowanie bardziej długowieczne były osoby, które były zaangażowane w udzielanie pomocy, czy to osobom z rodziny, czy z zewnątrz, np. na zasadzie wolontariatu. Badania wykonane metodą rezonansu magnetycznego wskazały, że w momencie myślenia przez nich o pomaganiu aktywizowały się konkretne obszary mózgu – jeden odpowiedzialny za empatię, drugi za tzw. poczucie nagrody (czyli uczucie spełnienia i satysfakcji). U tej grupy stwierdzono też mniejsze ryzyko wczesnego zgonu spowodowanego chorobami układu krążenia. Jak zwrócili uwagę badacze z Uniwersytetu w Pittsburgu, oprócz aktywowania „ośrodków nagrody”, mózg osoby zaangażowanej w pomaganie zmniejsza aktywność tych obszarów, które są odpowiedzialne za fizyczne reagowanie na stres (czyli np. zwiększanie ciśnienia krwi czy produkowanie cytokin prozapalnych).

Żeby się nie wypalić

Pamiętajmy jednak, że we wszystkim, co robimy, warto zachować równowagę i złoty środek. Podobnie jak w pracy czy w innym obszarze aktywności, także nadmiernie angażując się w pomaganie można ulec wypaleniu – szczególnie gdy robimy to ponad siły, kosztem własnego odpoczynku czy zdrowia lub tracąc z oka najbliższych, dzieci, rodzinę. Tę granicę, wbrew pozorom, można łatwo i niezauważalnie przekroczyć. Nie obciążajmy się zanadto – ani fizycznie, ani emocjonalnie, możemy bowiem przypłacić to zdrowiem. Zaniedbywanie posiłków czy odpoczynku, dźwiganie zbyt ciężkich rzeczy czy nawet nadmierne obciążenie psychiczne (gdy bierzemy na siebie zbyt wiele, widzimy zbyt wiele nieszczęść, wszystkiemu chcemy podołać, wszystkiemu zaradzić, a czujemy już, że nie starczy nam sił) może sprawić, że nasza naturalna i chwalebna chęć pomocy innym obróci się przeciwko nam i zamiast spełnienia i satysfakcji zaowocuje frustracją, stresem i przemęczeniem. Dlatego pamiętajmy, żeby nie angażować w żadną działalność wszystkich posiadanych sił, środków i czasu – nikomu w ten sposób bardziej nie pomożemy, a możemy zaszkodzić sobie.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Może Cię zainteresować:

Ostatnio komentowane

Recent Comments

Popularne wpisy

Newsletter





Menu